| << | Maj 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | | | |
Księga gości
| O mnie |
|
| mamazkucykiem |
|
|
| Słówko o mnie |
| Trzydziestoletnia mama na etacie. Domowa naczelna maruda, katastrofistka, panikara i despotka. |
| Zobacz mój profil |
|
|
|
|
Kupa zmartwień
wtorek, 15 maj 2012, 12:55
|
Uwaga: notka dla osób o mocnych nerwach, nieobrzydliwych i nie spożywających posiłku w trakcie czytania!
Od kilku miesięcy mam jeden poważny problem ze Szczypawkiem. Szczypawek nigdy nie sprawiał specjalnych problemów - zanim skończył rok sam odstawił butelkę ze smoczkiem, ze smoczka uspokajającego zrezygnował w wieku lat dwóch, również bez większych protestów, sikać nauczył się na stojąci do kibelka bo z nocnika nie chciał nigdy korzystać, sam zdecydował, że chce spać bez pieluszki w nocy... No anioł nie dziecko.
Ale żeby nie było mi za łatwo, to jakiś problem musiał się przecież pojawić. I tym problemem jest kupa. Odkąd zaczął chodzić bez pieluchy, to kiedy chciało mu się "to drugie" chował się w jakimś kącie albo za szafą i robił w majtki. Na początku próbowałam być wyrozumiała, na zasadzie że "to samo przyjdzie". Za którymś razem jednak nie wytrzymałam. Przyłapałam go, kiedy wlazł do kąta, wzięłam pod pachy, posadziłam na sedesie i kazałam mu zrobić kupkę do kibelka. Na początku się opierał, ale w końcu zrobił, ja biłam mu brawo i wychwalałam pod niebiosa, a on dumny z siebie mówił wszystkim jaki jest już duży i mądry.
Przez jakiś czas był spokój, ale potem problem powrócił. Zaczął wstrzymywać. Co jakiś czas się go pytałam, czy chce kupkę, zwłaszcza kiedy widziałam, ze się wierci na krzesle, albo trzyma za pupę, ale on konsekwentnie odpowiadał, że nie. W końcu doszedł do takiej wprawy we wstrzymywaniu, że nawet nie widziałam, że ma parcie na kiszkę stolcową. I zaczął robić w nocy. Do piżamy. Wiadomo, w nocy ciało się rozluźnia, łatwiej jest zrobić.Zacisnęłam zęby, zmieniałam piżamkę, myłam pupę, aż znów coś we mnie pękło i zagroziłam, że jeśli jeszcze raz zrobi w majtki, to mu będę zakładać pieluchę na noc. Szczypawek rozpłakał się i powiedział, że pieluchy są dla dzidziusiów, a on już jest duży chłopiec. Oddałam jego kupkę do badania, żeby sprawdzić czy nie ma tam może robaków, ale okazało się, że kupka jest czysta. Pediatra, której zasygnalizowałam problem doradziła mi wizytę u psychologa.
Zanim poszłam zaczęłam analizować, czy problemu nie stworzyłam ja sama desperacko chwytając się metod przekonania go do kibelka. Tablica motywacyjna - nie podziałało. Groźba pieluchy - też nie. Kiedyś ze złości umyłam mu pupę w zimnej wodzie - może to? Może się bał takiej kary?
Teściowa poradziła mi, abym go z tą kupą w majtkach zostawiła. Na zasadzie, że jak zacznie mu przeszkadzać, to skojarzy, że lepiej zrobić do kibelka. Tak zrobiłam, Szczypawek prosił, żeby go przebrać, ja byłam nieugięta - a potem trzy dni próbowałam wszelkimi maściami, krochmalem i kremami wyleczyć odparzenie, jakiego dostał po tej akcji. Plułam sobie w brodę, wyzywałam się w myślach od najgorszych i w ogóle poczułam się jak ostatnia świnia. Obiecałam sobie wtedy, że więcej tego nie zrobię.
Poszłam ze Szczypawkiem do psychologa, który nie stwierdził u niego żadnych zaburzeń, orzekł, że to jego próba zwrócenia na siebie mojej uwagi i w związku z tym mam to ignorować.
- Jak to ignorować? - rozłożyłam ręce
- Normalnie. Kiedy zrobi kupę w majtki bez słowa komentarza umyć pupę, zmienić bieliznę i zachowywać się jakby nic się nie stało. On panią tą kupą terroryzuje, bo widzi że pani staje na głowie, żeby tą kupę zrobił. Cel osiągnął, bo pani poświęca mu wtedy całą uwagę.
- Jak dziecko może terroryzować kupą? - spytałam zirytowana - Przecież to wcale nie jest łatwo powstrzymać, a poza tym boli brzuch. Sam sobie robi koło pióra?
- Tak. Bo widzi że dla pani ta kupa to coś strasznie stresującego. On sobie to ułożył w głowie tak, że ta kupa to musi być coś niesamowitego, skoro mama robi wokół tego tyle szumu. Musi pani zrozumieć, że umysł czterolatka inaczej pracuje. A przeciez to tylko kupa. Musi pani sobie to uświadomić i wtedy będzie poprawa.
Zrobiłam tak jak radził psycholog. Przebierałam, myłam, prałam. Bez słowa. Oczywiście co jakiś czas pytałam, czy chce kupkę, ale jak odpowiadał "nie", to mówiłam "dobrze, to jak będziesz chciał to mi powiedz". Po około tygodniu Szczypawek przyszedł do mnie mówiąc, że chce kupkę. Nie posiadałam się z radości. Kiedy zrobił do kibelka pooglądaliśmy ją jeszcze komisyjnie, popodziwialiśmy kształt i kolor i zrobiliśmy jej papa spuszczając wodę. Wiem, może to głupie, ale już naprawdę nie miałam pomysłu, żeby go przekonać, że kupka to nic złego.
Było kilka tygodniu spokoju. Przychodził, zgłaszal potrzebę, siadał na kibelek, normalnie super. Ale ostatnio znów zaczęło się wstrzymywanie. Nie dość, że wstrzymuje, to jeszcze jak już rzeczywiście nie potrafi wytrzymać, to próbuje "wepchnąć" kupkę z powrotem. No obrzydlistwo. Próbowałam mu tłumaczyć, że jest juz duży, że jak nie będzie robił kupki to będzie go brzuszek bolał, że się pochoruje. Jak grochem o ścianę. W ostatnią sobotę rzeczywiście skarżył się na ból brzucha. Wiedziałam, że to przez kupkę, ale kiedy policzyłam w myslach dni od ostatniej wizyty w toalecie uświadomiłam sobie, że minął tydzień. Przeraziłam się. Bałam się, że dostanie jakiegoś zatrucia, albo jakichś złogów w jelitach. Posadziłam go na kibelek, ale Szczypawek powiedział, że kupka teraz nie wyjdzie, "bo śpi". Myślałam, że się rozpłaczę. Już mi było wszystko jedno. Już niech zrobi w te majtki, ale niech zrobi inaczej czeka mnie wizyta w szpitalu i lewatywa.
Podtykałam mu jabłko, suszone śliwki, ale on już nie chciał nic tknąć. Nawet zachowywał się inaczej. Był jakiś osowiały, apatyczny. Domyśliłam się, że to początki zatrucia organizmu. W końcu po południu zrobił. Ze szczęścia omalże nie zwariowałam. Niesamowite, ile radości może dać zwykła kupa. W niedzielę też zgłosił, że chce, bo przez cały tydzień trochę mu się tego nazbierało i jeszcze wczoraj przyszedł i powiedział.
Za wcześnie by przesądzać o sukcesie. Zauważyłam, że u niego to idzie jakimiś falami. Kilka tygodni spokoju, potem problem powraca. Ta kupa spędza mi sen z powiek. Pomału zaczynam to traktować jako swoją rodzicielską porażkę. Mam nadzieję, że pójdzie ku lepszemu. Uprzedziłam przedszkolanki, że taki problem istnieje i żeby się nie zdziwiły, kiedy zauważą, że Sczypawek się gdzieś chowa, albo trzyma za pupę.
Właśnie przeczytałam tą notkę od początku. Niesamowite, ile można napisać o zwykłej kupie.:) |
|
Komentarzy:
0
|
|